Czerwcowy remis z Mołdawią niezwykle skomplikował i tak trudną już sytuację Polaków w walce o awans na brazylijski Mundial. Okazuje się jednak, że można zawalić trzy mecze w eliminacjach (Czarnogóra, Ukraina, Mołdawia) i jednocześnie zachować szanse nawet na zwycięstwo w grupie. Co więcej, podopieczni Waldemara Fornalika teoretycznie los mają tylko i wyłącznie we własnych rękach.
Zacznijmy od najmniej realnego, hurraoptymistycznego scenariusza, według którego Polska wygrywa wszystkie swoje cztery mecze eliminacyjne. Wówczas albo zwyciężą w grupie, albo o pierwsze miejsce bilansem bramkowym będzie walczyć z Anglią.
Biorąc pod uwagę możliwość wystąpienia, na ten scenariusz i tak poświęciłem już zbyt dużo miejsca. Bądźmy realistami i załóżmy, że Polacy stracą punkty. W tej sytuacji powstaje pytanie, gdzie mogą je stracić i jakich wyników w innych meczach będziemy wówczas potrzebować.
Obecnie w grupie H o awans walczą cztery zespoły:
1. Czarnogóra 7 meczów/14 punktów
2. Anglia 6/12
3. Ukraina 6/11
4. Polska 6/9
W pierwszej kolejności tabelę należy skorygować o przewidywane zwycięstwa nad San Marino:
1. Ukraina 8/17
2. Czarnogóra 7/14
3. Anglia 6/12
4. Polska 7/12
Trzeba również założyć, że zarówno Czarnogóra, jak i Anglia na własnych stadionach pokonają reprezentację Mołdawii. Wówczas tabela będzie wyglądała następująco:
1. Ukraina 8/17
2. Czarnogóra 8/17
3. Anglia 7/15
4. Polska 7/12
Zostaje pięć bezpośrednich meczów między zainteresowanymi. Będą one kluczowe dla ostatecznych rozstrzygnięć w grupie H:
Polska - Czarnogóra
Ukraina - Anglia
Ukraina - Polska
Anglia - Czarnogóra
Anglia - Polska
Żeby w ogóle myśleć o awansie, w trzech kluczowych meczach musimy zdobyć co najmniej 6 punktów. Teoretycznie dopuszczalna jest nawet porażka z Czarnogórą lub Ukrainą, jednak wówczas potrzebowalibyśmy wyjazdowego zwycięstwa nad Anglią, która wciąż walczyłaby bo awans.
Pokonać Anglików w ostatnim meczu będziemy musieli również wtedy, gdy w piątek w Warszawie padnie remis. Jedyna różnica polega na tym, że istnieje scenariusz, zgodnie z którym "Synowie Albionu" już przed starciem z nami byliby niemal (choć jeszcze nie w 100%) pewni pierwszego miejsca w grupie.
W praktyce oznacza to, że Czarnogórę trzeba koniecznie pokonać, dzięki czemu przed pozostałymi spotkaniami tabela, po odpowiednich korektach, przedstawiać się będzie następująco:
1. Ukraina 8/17
2. Czarnogóra 9/17
3. Anglia 7/15
4. Polska 8/15
Cztery dni po meczu Polska - Czarnogóra w Kijowie Ukraina podejmie Anglię. Dla nas najlepszym rozwiązaniem będzie zwycięstwo gości, ponieważ dzięki temu do zajęcia drugiego miejsca powinien wystarczyć nam triumf w Charkowie. Najgorsze byłoby z kolei zwycięstwo Ukrainy, które postawi przed nami konieczność zdobycia co najmniej 4 punktów podczas październikowych wyjazdów. Podobną niedogodność może nałożyć na nas remis w Kijowie.
Jeżeli założymy zwycięstwa Polski oraz Anglii, decydujący dla biało-czerwonych będzie mecz w Charkowie. Oczywiście można powiedzieć, że wygrać tam będzie niezwykle trudno, ale po dotychczasowych wtopach nie można oczekiwać łatwych scenariuszy, lecz dziękować niebiosom, iż wciąż jest o co grać. To będzie tylko i aż jeden mecz. Tak samo jak Ukraińcy sprawili niespodziankę u nas, tak samo my możemy u nich.
Jak wygląda zatem idealny układ rozstrzygnięć w bezpośrednich meczach?
Polska - Czarnogóra 1
Ukraina - Anglia 2
Ukraina - Polska 2
Anglia - Czarnogóra 1
Przed naszym wyjazdem na Wembley skorygowana tabela wyglądałaby następująco:
1. Anglia 9/21
2. Polska 9/18
3. Ukraina/Czarnogóra 10/17
Jedziemy wówczas do Anglii pewni drugiego miejsca. Gospodarze potrzebują nie przegrać zbyt wysoko (w przypadku równej ilości punktów w pierwszej kolejności decyduje bilans goli; obecnie: Anglia +18, Polska +5), podczas gdy my walczymy o punkty, by nie zostać najsłabszą drużyną z drugiej lokaty. Patrząc jednak na inne grupy eliminacyjne, 18 punktów powinno dać miejsce w barażach.
Powyższe wyliczenia należy oczywiście traktować z dystansem. Sięgam w nich aż października, a za kilkanaście godzin mogą wziąć w łeb. Ze świecą szukać eksperta, który postawi na takie rozstrzygnięcie, ale warto wierzyć do końca. Chociażby po to, żeby jesień z pierwszą reprezentacją Polski przyniosła jeszcze trochę emocji.
Powyższe wyliczenia należy oczywiście traktować z dystansem. Sięgam w nich aż października, a za kilkanaście godzin mogą wziąć w łeb. Ze świecą szukać eksperta, który postawi na takie rozstrzygnięcie, ale warto wierzyć do końca. Chociażby po to, żeby jesień z pierwszą reprezentacją Polski przyniosła jeszcze trochę emocji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz