sobota, 29 grudnia 2012

Lewandowski w United? Potrzebny Polakom, nie Fergusonowi


Który to już raz dziennikarze upychają Roberta Lewandowskiego w Manchesterze? Tym razem już naprawdę, już bez żadnych wątpliwości, za grube miliony. Już teraz Lewandowski ma trafić na Old Trafford i poprowadzić United do mistrzostwa Anglii. Wiarygodność tych informacji burzy jednak jeden człowiek, który w hierarchii wicemistrzów Anglii zdaje się być dość wpływowy - Sir Alex Ferguson.

Nie mam wątpliwości, że Lewandowski to bardzo dobry napastnik z jeszcze większym potencjałem. W ostatnich latach nie miał ani jednego sezonu, w którym w znaczącym stopniu nie popchnąłby swojej kariery w odpowiednim kierunku. Nieurodzaj polskich gwiazd futbolowych sprawia jednak, że każdy kibic spogląda na "Lewego" jak na ten jedyny promyk nadziei, który okaże się zbawieniem naszej piłki nożnej.

piątek, 28 grudnia 2012

Moje momenty 2012: Melbourne, Sofia i Błaszczykowski


Koniec roku to czas setek podsumowań i rankingów. Są takie wydarzenia, które jeszcze się dobrze nie skończyły, a już powoli kasowałem je z pamięci podręcznej. Są też jednak takie (ich rangę zwiększa fakt, że nie odnotowałem ich zbyt wiele), które pamiętam obudzony o czwartej w nocy. Warto choć na chwilę do nich wrócić. Co zapamiętam z 2012 roku?

sobota, 22 grudnia 2012

Nie wolno gwizdać na Mourinho!


Na świecie nie ma innego trenera, który wzbudzałby aż tak skrajne emocje. Można lubić bądź nie lubić Fergusona, Guardioli czy Del Bosque. Można mówić o nich w kategoriach sympatii, szacunku czy obojętności. Gdy jednak o trenerze ktoś mówi "uwielbiam" bądź "nienawidzę", wiadomo, że to może dotyczyć tylko jednego człowieka - Jose Mourinho.

Kiedy obejmował Chelsea Londyn, myślałem, że to początek nie dwu-, nie pięcioletniej, ale wiecznej współpracy. Myślałem, że tak samo jak "Chelsea FC", klub ze Stamford Bridge będzie można nazywać wkrótce "Mourinho FC". Pokochałem "The Special One", a on po latach mi się odwdzięczył. Podpisał kontrakt z Realem Madryt. Skazał ten klub na sukces.

sobota, 8 grudnia 2012

Legijna retrospekcja: Czasem warto być frajerem


Na końcu ubiegłego sezonu tylko wiślak mógł zrozumieć legionistę. Bo tylko on w ostatnim czasie przeżył podobne upokorzenie. Już miał w rękach mistrzostwo, już planował fetę na starówce i w ostatnim momencie rywale śmiali mu się w twarz. Wiślaków bolało to jeszcze bardziej. Mistrzostwo stracili po samobóju. W ostatniej minucie meczu. W derbach. Ze znienawidzoną Cracovią. Na rzecz jej zgodowicza, Lecha.

Jeśli więc ktoś zapyta, czy Legię mogło spotkać coś gorszego niż frajersko stracone mistrzostwo, należy odpowiedzieć: Tak, mogło. Nie zmienia to faktu, że i tak tamta sytuacja niczym mantra siedzi do dziś w każdym kibicu Legii. I właśnie dlatego choć rozum podpowiada, że piłkarze Jana Urbana mają wszystko, żeby tym razem wygrać ligę, z tyłu głowy uczepił się mały chochlik i pokrzykuje do ucha: Maj 2012, Gdańsk, 0:1, takiego wała, nie majstra.

niedziela, 11 listopada 2012

Koroniarze zaśmiali się w twarz Wiśle i sędziemu


Nieczęsto zdarza mi się, żeby mecz Ekstraklasy oglądać z takimi emocjami jak ten dzisiejszy w Kielcach. Wpływ na to miały na pewno błędne decyzje sędziego i głównie dlatego w drugiej połowie zacząłem kibicować ewidentnie pokrzywdzonej wcześniej Koronie. Koronie, która w ostatniej akcji meczu Wisłę po prostu u-po-ko-rzy-ła.

Profesor poskromił słonia w składzie porcelany


Trzecia wojna polsko-ukraińska nie pozostawiła wątpliwości, że żaden z bokserów z kraju nad Wisłą nie zdąży już zdetronizować braci Kliczko. Tym razem nie podołał Mariusz Wach, choć i tak osiągnął całkiem sporo, bo przetrwał z Władimirem dwanaście rund. Ani razu nie był liczony, a po walce nie wyglądał jak po starciu z czołgiem. I to koniec plusów.

Wach to kolejny bokser, któremu do czasu pierwszego gongu wydawało się, że ma pomysł na Kliczkę. Jeszcze podczas odgrywania hymnów czuł, że za godzinę może być mistrzem świata. Pierwszy gong, pierwsze ciosy i już widzi, jak bardzo ukraiński czołg może go zmiażdżyć. Ze zwycięstwa cel trzeba zmienić na "nie dać plamy", może dotrwać do końca.

sobota, 3 listopada 2012

Jedna decyzja Waltera i możemy mieć drugą Szkocję


Jeżeli ktoś twierdzi, że "M jak miłość" to doskonały przykład na wyrafinowanie i kunszt polskiej kinematografii, to patrzysz na niego albo jak na idiotę, albo dziwaka (najlepiej jedno i drugie). I tak samo należałoby potraktować tych, którym nieopatrznie przyszło do głowy zapowiadać mecz Wisły z Lechem jako hit 10. kolejki Ekstraklasy.

Dziś Wisła zajmuje przedostatnie miejsce wśród w miarę poważnych drużyn tej ligi. Przedostatnie, bo Zagłębie, Podbeskidzie i Bełchatów zasługują na to, by utworzyć dla nich oddzielne rozgrywki (na zasadach "trzy drużyny grają, trzy spadają"). Dziś Wisła to z jednej strony zespół zbliżony do tego, który przed chwilą śnił na temat "trzech minut od Ligi Mistrzów", jednak z drugiej nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje już krakowian jako ligowego potentata.

niedziela, 28 października 2012

Nowy prezes, czyli wreszcie twarz zamiast mordy


Wiemy już, że do PZPN-u powinna wrócić normalność. Wielki piłkarz na czele związku zmienił wielkiego piłkarza, ale jakże różni to ludzie. Funkcja prezesa to przede wszystkim użyczanie polskiemu futbolowi swojego wizerunku. Z tą różnicą, że Zbigniew Boniek będzie użyczał twarzy, a Grzegorz Lato użyczał mordy.

Daleko mi do euforii. Nie mam wątpliwości, że wybory wygrał najlepszy spośród startujących, ale to jeszcze nie znaczy, że nasza piłka zmieni się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Boniek "dostał" zarząd, który powinien płynąć z nim w jednym kierunku. To ważne, bo bez tego sam prezes może mieć bardzo pod górę.

wtorek, 23 października 2012

Mięciel dobrze gada: W Ekstraklasie jest zbyt dużo klubów


Marcin Mięciel udzielił bardzo ciekawego wywiadu dla Weszło. Moją uwagę przykuło zdanie, które już kilka lat temu wyrażałem na łamach FutbolNet: W Ekstraklasie mamy zbyt dużo klubów. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, warto byłoby powrócić do tego tematu, choć ostatnio jeżeli już się mówi, to raczej o powiększeniu ligi do 18 klubów.

To bezsens. W Polsce nie ma 18 klubów, które śmiało można nazwać godnymi gry w Ekstraklasie. Te, które są choć otrzymują licencję, cały czas balansują nad finansową przepaścią. Nawet organizacyjny lider ligi (Legia) straciła ostatnio płynność i teraz musi liczyć, że zimą sprzeda dwóch czy trzech piłkarzy (ponoć pierwsi w kolejce są Jędrzejczyk i Żyro).

środa, 17 października 2012

Gdzie jest dach? Stadion Narodowy symbolem Polski


Spodziewałem się różnych rzeczy, ale że w stolicy kraju należącego do Unii Europejskiej, współgospodarza tegorocznych mistrzostw Europy, w XXI wieku w rozegraniu meczu przeszkodzi padający deszcz? To mnie zdecydowanie przerosło.

Na dziś sytuacja wygląda w ten sposób, że nawet gdyby Grzegorz Lato po pijackim, wtorkowo-środowym maratonie na oczach kamer puścił pawia pod nogi, dajmy na to, Stefana Majewskiego, i tak nie ma szans w rywalizacji o nagrodę w kategorii "Kompromitacja sezonu".

wtorek, 9 października 2012

Pogoń ratuje honor ligi, Wisła odbija piłeczkę


Za nami już dwa ligowe "mikrocykle", po których można co nieco powiedzieć na temat tego, czego spodziewać się po trwającym właśnie sezonie Ekstraklasy. W 7. kolejce honor ligi uratowała Pogoń Szczecin, dzięki której Widzew nie jest już liderem.

Na czele Legia, co mnie wyjątkowo cieszy. Na pewno jest to lider zasłużony, choć to samo można by powiedzieć, gdyby stawce przewodził Lech czy Górnik. Budujący jest dla mnie jednak fakt, że już teraz podium okupują kluby, które nie są budowane w sposób absolutnie przypadkowy.

wtorek, 25 września 2012

We Wrocławiu pokazali, jak łatwo zgnoić króla


Orest Lenczyk wreszcie pokazał ludzką twarz i udzielił bardzo ciekawego wywiadu dziennikarzowi "Rzeczpospolitej". Tym razem przestał udawać niedostępnego, odpowiadać półzdaniami i wyłożył kawę na ławę. Niestety, wnioski są niepokojące. We Wrocławiu mieli prawdziwego bohatera, ale ponad niego postanowili wycenić pseudogwiazdy.

Na pewno nie byłem fanem trenera Lenczyka, który najwyraźniej postawił sobie za cel, żeby w każdym wywiadzie jego rozmówca czuł niepewność, a później zakłopotanie. Wydawało się, jakby żył trochę w swoim świecie, ale jednego nie można mu odmówić - ze Śląskiem zrobił wynik absolutnie genialny. Nawet jak na ligowe warunki piłkarzy miał średnich. Przejął ich po Ryszardzie Tarasiewiczu, na miejscu w strefie spadkowej, żeby w tym samym sezonie zrobić wicemistrza, a rok później znaleźć się na szczycie.

niedziela, 23 września 2012

Kolejna odsłona dżihadu o krok. Każdy dokłada swoją cegiełkę


Od dłuższego czasu z coraz większym niepokojem obserwuję relacje na linii kibice - wojewoda mazowiecki - klub Legia Warszawa. Piątkowe wydarzenia z Łazienkowskiej utwierdzają mnie w obawie, że za chwilę może nas czekać kolejny kibolski dżihad. Już nie w formie drobnych protestów czy przyśpiewek skierowanych w wojewodę, premiera czy ITI, lecz wojnę "na noże", rodem z poprzedniej kadencji Jana Urbana. I trzeba uczciwie przyznać, że kibice wcale nie dążą do tego, by zapobiec tej otwartej konfrontacji.

Przypomina mi się scena z "Dnia świra", gdzie wszyscy próbują przeciągnąć polską flagę na swoją stronę. Teraz też każdy ma swoje "racje" i chce, by płachta z Czarną Elką znalazła się u niego. Właściciele klubu, "bo to oni wykładają pieniądze". Wojewoda, "bo jest przedstawicielem demokratycznie wybranej władzy i ma za zadanie pilnować, by prawo było przestrzegane". Wreszcie także kibice, "bo byli tu, gdy was nie było i będą też, gdy was już nie będzie". Ten materiał jest już u progu wytrzymałości. Za chwilę może się rozerwać, o ile to już nie nastąpiło, tylko my jeszcze tego nie zauważyliśmy.

niedziela, 16 września 2012

Pretensje do sędziów? Piłkarze ostatni w kolejce


Już nawet ekspert Canal Plus, Pan Sławomir Stempniewski przestał udawać, że wszystko jest w porządku. Do tej pory kojarzył mi się jako sympatyczny człowiek, ale co do joty wpisany w środowisko sędziowskie, w którym ręka rękę myje. Po dzisiejszej Lidze+ Extra wniosek jest jasny - przynajmniej jeden mecz ostatniej kolejki został ewidentnie skręcony przez sędziego.

Na nagrodę Malinowego Gwizdka po raz kolejny zasłużył Robert Małek. Pierwszy raz zwróciłem na niego uwagę, kiedy w finale Pucharu Polski Jagiellonia Białystok grała z Pogonią Szczecin. Ówczesny trener przegranych, Piotr Mandrysz wściekał się, że "od razu można było powiedzieć, że finał ma wygrać drużyna z Ekstraklasy". W tym sezonie Małek sędziował dwukrotnie i dwukrotnie miał wpływ na wynik spotkania.

piątek, 7 września 2012

W Brazylii nikt na nas nie czeka


Jeszcze przynajmniej przez kilka godzin możemy się łudzić, że właśnie nadchodzi najlepsze. Za chwilę zaczynamy walkę o mistrzostwa świata. Walkę, w której nie jesteśmy faworytami. Bardzo bym tego nie chciał, ale boję się, że może nas czekać kolejne bolesne zderzenie z rzeczywistością. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że awans do mundialu nie jest obowiązkiem reprezentacji. Nikt na świecie nie będzie łapał się za głowę ze zdziwienia, jeśli za dwa lata zabraknie nas w Brazylii.

Waldemar Fornalik został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Zastał reprezentację przyzwoitą pod względem sportowym, ale mentalnie totalnie rozbitą i rozbestwioną. Dopóki nie zaczniemy wygrywać, na tej kadrze ciążyć będzie piętno Euro 2012. Co więcej, niektórzy z piłkarzy, z Robertem Lewandowskim na czele, jakby nie zauważyli, że chwilę temu przerżnęli kluczowe zawody. Mają jeszcze czelność pouczać selekcjonera na temat taktyki.

wtorek, 4 września 2012

Legia Urbana = Legia mistrzowska


Od samego początku nie rozumiałem niechęci kibiców Legii do powrotu Jana Urbana na stanowisko trenera. Ok, Urban na pewno nie był pierwszym wyborem działaczy, spełnieniem marzeń fanów, ale co by nie mówić - zrobił przy Łazienkowskiej sporo dobrego. Pracował w specyficznych warunkach i zasłużył na to, żeby teraz pracować w normalnych. I tak jak przez dwa lata nie przekonał mnie Maciej Skorża, tak w dwa miesiące uwierzyłem, że Legia Urbana wróci na swoje miejsce.

Legia Skorży nigdy nie miała swojego stylu. Nie potrafiła grać atakiem pozycyjnym, co powinna czynić w 80% meczów ligowych. Swoje najlepsze mecze zagrała przeciwko rywalom lepszym, kiedy nie trzeba było przejmować inicjatywy. Wystarczyło wyprowadzać skuteczne kontry. To Legia potrafiła, ale gra z kontry ma to do siebie, że w niej potrzeba indywidualnych umiejętności i zgrania, a nie autorskich schematów trenera. Tych nie było. Skorża przez dwa lata nie umiał wpoić tego piłkarzom.

poniedziałek, 3 września 2012

Tomasz Hajto - tylko trener, nie czarodziej


Los trenera bywa niezwykle przewrotny. We Wrocławiu cudotwórcę w kilka tygodni sprowadzono do roli zdziadziałego dziwaka. Jakby podczas zatrudniania działacze nie wiedzieli, że Orest Lenczyk w codziennym obyciu jest zwyczajnie trudny. Ale może właśnie dlatego w świecie trenerskim kibice chętnie widzą nowe twarze. Jeszcze lepiej, jeśli te nowe twarze nie są aż takie nowe, tylko znane z czasów swojej kariery piłkarskiej.

PZPN-owski beton nie chciał, by w Ekstraklasie już teraz trenować mogli Piotr Świerczewski i Tomasz Hajto. Odezwało się wówczas wiele głosów (mój wewnętrzny też), że to niedopuszczalne i członkom Klubu Wybitnego Reprezentanta należy się specjalne traktowanie. O ile Świerczewski pracował w specyficznych warunkach i jego rozliczanie nie ma większego sensu, o tyle w przypadku Hajty można się pokusić o pierwsze spostrzeżenia. A prawda jest taka, że były piłkarz Schalke cudów na razie nie dokonał.

niedziela, 2 września 2012

Charlie, do końca rundy grasz za darmo


Piłka nożna uczy pokory. Srogą jej lekcję otrzymał właśnie Charles Nwaogu, który za wszelką cenę chciał wykonać rzut karny na wagę remisu z Zawiszą Bydgoszcz. Rzut karny, który został odgwizdany za rzekomy faul na Nigeryjczyku. W rzeczywistości się Arce nie należał, ale nie to w całej historii jest najważniejsze.

Nigeryjczyk zachował się jak małe dziecko. Wyrwał koledze piłkę z rąk i ruszył w kierunku "wapna". Na nic zdała się reakcja trenera Nemeca, który czerwony jak cegła krzyczał, że karnego ma strzelać Marcus da Silva. Nwaogu chciał zostać bohaterem dramatycznego meczu, w którym grająca w dziesiątkę Arka miała właśnie dogonić składającego się już tylko z ośmiu piłkarzy Zawiszę.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Ręce precz od Lance'a Armstronga!


To naprawdę bardzo przykre. Przykre, jak w kilka sekund można w dzisiejszych czasach obalić legendę. Już po raz któryś wertuję w głowie wszystkie gwiazdy sportu i po raz kolejny nie udaje mi się znaleźć kogoś, kto wśród sportowców mógłby robić za większy wzór niż Lance Armstrong. Gdyby istniała jednostka sportowego ideału, powinien być nią 1 armstrong. Jego woskowy odlew powinien być wystawiany w Luwrze jako wzór, utopijny typ idealny.

Wychowałem się na Armstrongu. To dla niego oglądałem Tour de France i kiedy zabrakło Amerykanina, największy kolarski tour świata nagle przestał być dla mnie interesujący. Wiem, że raz wygrał Landis, zdarzyło się też Contadorowi, chyba nawet nie raz. I obaj potem stracili te tytuły. Chyba, bo kolarstwo bez Armstronga naprawdę mnie już tak nie pociąga, więc nawet jeśli kiedyś tak ważne z pozoru informacje wpadły do mojej głowy, już dawno latają sobie wolno.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Bać się można Barcelony, Rosenborg trzeba wyeliminować


Mniej więcej rok temu, już po godzinie 22 z grupą znajomych staliśmy pod stadionem przy Łazienkowskiej 3. Próbowałem ich wtedy przekonać, że "Spartak Moskwa to nie Barcelona i wciąż możemy awansować, mimo iż u siebie zremisowaliśmy 2:2". Moje okazało się być na wierzchu, ale tylko po to, żeby jeden z tych znajomych potem przekonywał mnie przed meczem w Gdańsku, że Legia nie zdobędzie mistrzostwa. I w ten sposób mamy remis.

Kibicowanie polskim klubom w europejskich pucharach to niełatwe hobby. Przed trzecią rundą zdążyłem już policzyć, że w decydującej fazie Lech ma praktycznie pewne rozstawienie w losowaniu, a każdy widział, jak się skończyło. Jednak Legia w zeszłym sezonie udowodniła, że nawet jeśli w lidze gra totalny piach, w Europie nie przynosi wstydu.

sobota, 18 sierpnia 2012

Lech wreszcie wie, jak się czują zwycięzcy


Zdecydowanie należę do grupy, która lubi, kiedy wygrywają faworyci. Dlatego cieszę się na to, co pokazał dziś Lech Poznań. Przed meczem pewnie nawet wielkopolscy kibice nie spodziewali się, że na koniec przyjdzie im zaśpiewać "Cztery do zera, Kolejorz żegna frajera". Po batach w Szwecji i Grudziądzu takie zapowiedzi byłyby po prostu nie na miejscu - jeśli chodzisz na siłownię od dwóch tygodni to na wiejskiej dyskotece nie napinasz się przed miejscowymi karkami, bo koniec końców przyjdzie ci spalić się ze wstydu.

Paradoksalnie te mało przyjemne doświadczenia przydały się poznaniakom. Wyszli oni na pierwszy mecz ligowy i postanowili sprawdzić, jak to jest być piłkarzem Helsingborga, AIK czy Victorii Pilzno, czyli wyjść na boisko i pokazać frajerowi, gdzie jego miejsce.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Profesjonalizm działaczy Legii, czyli jak (nie) kupić Dwaliszwiliego


Władimir Dwaliszwili jest podobno o krok od podpisania kontraktu z ukraińską Zorią Ługańsk. Jeżeli to prawda, to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu działacze z Łazienkowskiej zrobią pierwszy krok, by po raz drugi z rzędu zgarnąć tytuł frajerów sezonu.

Wiosną na Legii tak bardzo wierzono, że losy mistrzostwa są już przesądzone, iż włodarze postanowili nie czekać na aktywację klauzuli w kontrakcie Macieja Skorży i sami podpisali nowy kontrakt z trenerem, którego za chwilę musieli jednak zwolnić. Teraz po "mistrzowsku" prowadzą negocjacje w sprawie pozyskania Gruzina.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Fornalik gra na konto Smudy - Franz nie przegra, lecz wygra mimochodem?


Franciszek Smuda uważa, że media niesłusznie uznały występ naszej reprezentacji podczas Euro 2012 za porażkę. Nawet nie wiem, jak to skomentować, ponieważ to już nie podpada pod narcyzm - to jest skrajny przypadek głupoty połączonej z bezczelnością. Bo jak opisać gościa, który wszedł do czyjegoś domu z kupą na butach i rozniósł ją po wszystkich pokojach, narzekając przy tym, że gospodarz nie powinien do białego obrusa kłaść żółtych serwetek?

Smuda zostawił za sobą ogromny smród, ale jeszcze próbuje się odgryzać. Odwraca kota ogonem i liczy, iż ktoś nie zwróci uwagi i nie zauważy, że zamiast w pyszczek całuje kota w dupę. Ziemia została spalona i PZPN wyznaczył nowego ogrodnika, zwanego powszechnie selekcjonerem. Waldemar Fornalik miał zaorać źle zarządzane pole i posadzić piękne kwiaty. Tymczasem on stara się jeszcze szukać korzeni po burakach Franza. Parę na pewno da się uratować, ale one potrzebują nowego otoczenia.