Trzecia wojna polsko-ukraińska nie pozostawiła wątpliwości, że żaden z bokserów z kraju nad Wisłą nie zdąży już zdetronizować braci Kliczko. Tym razem nie podołał Mariusz Wach, choć i tak osiągnął całkiem sporo, bo przetrwał z Władimirem dwanaście rund. Ani razu nie był liczony, a po walce nie wyglądał jak po starciu z czołgiem. I to koniec plusów.
Wach to kolejny bokser, któremu do czasu pierwszego gongu wydawało się, że ma pomysł na Kliczkę. Jeszcze podczas odgrywania hymnów czuł, że za godzinę może być mistrzem świata. Pierwszy gong, pierwsze ciosy i już widzi, jak bardzo ukraiński czołg może go zmiażdżyć. Ze zwycięstwa cel trzeba zmienić na "nie dać plamy", może dotrwać do końca.