
To naprawdę bardzo przykre. Przykre, jak w kilka sekund można w dzisiejszych czasach obalić legendę. Już po raz któryś wertuję w głowie wszystkie gwiazdy sportu i po raz kolejny nie udaje mi się znaleźć kogoś, kto wśród sportowców mógłby robić za większy wzór niż Lance Armstrong. Gdyby istniała jednostka sportowego ideału, powinien być nią 1 armstrong. Jego woskowy odlew powinien być wystawiany w Luwrze jako wzór, utopijny typ idealny.
Wychowałem się na Armstrongu. To dla niego oglądałem Tour de France i kiedy zabrakło Amerykanina, największy kolarski tour świata nagle przestał być dla mnie interesujący. Wiem, że raz wygrał Landis, zdarzyło się też Contadorowi, chyba nawet nie raz. I obaj potem stracili te tytuły. Chyba, bo kolarstwo bez Armstronga naprawdę mnie już tak nie pociąga, więc nawet jeśli kiedyś tak ważne z pozoru informacje wpadły do mojej głowy, już dawno latają sobie wolno.



