niedziela, 26 sierpnia 2012

Ręce precz od Lance'a Armstronga!


To naprawdę bardzo przykre. Przykre, jak w kilka sekund można w dzisiejszych czasach obalić legendę. Już po raz któryś wertuję w głowie wszystkie gwiazdy sportu i po raz kolejny nie udaje mi się znaleźć kogoś, kto wśród sportowców mógłby robić za większy wzór niż Lance Armstrong. Gdyby istniała jednostka sportowego ideału, powinien być nią 1 armstrong. Jego woskowy odlew powinien być wystawiany w Luwrze jako wzór, utopijny typ idealny.

Wychowałem się na Armstrongu. To dla niego oglądałem Tour de France i kiedy zabrakło Amerykanina, największy kolarski tour świata nagle przestał być dla mnie interesujący. Wiem, że raz wygrał Landis, zdarzyło się też Contadorowi, chyba nawet nie raz. I obaj potem stracili te tytuły. Chyba, bo kolarstwo bez Armstronga naprawdę mnie już tak nie pociąga, więc nawet jeśli kiedyś tak ważne z pozoru informacje wpadły do mojej głowy, już dawno latają sobie wolno.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Bać się można Barcelony, Rosenborg trzeba wyeliminować


Mniej więcej rok temu, już po godzinie 22 z grupą znajomych staliśmy pod stadionem przy Łazienkowskiej 3. Próbowałem ich wtedy przekonać, że "Spartak Moskwa to nie Barcelona i wciąż możemy awansować, mimo iż u siebie zremisowaliśmy 2:2". Moje okazało się być na wierzchu, ale tylko po to, żeby jeden z tych znajomych potem przekonywał mnie przed meczem w Gdańsku, że Legia nie zdobędzie mistrzostwa. I w ten sposób mamy remis.

Kibicowanie polskim klubom w europejskich pucharach to niełatwe hobby. Przed trzecią rundą zdążyłem już policzyć, że w decydującej fazie Lech ma praktycznie pewne rozstawienie w losowaniu, a każdy widział, jak się skończyło. Jednak Legia w zeszłym sezonie udowodniła, że nawet jeśli w lidze gra totalny piach, w Europie nie przynosi wstydu.

sobota, 18 sierpnia 2012

Lech wreszcie wie, jak się czują zwycięzcy


Zdecydowanie należę do grupy, która lubi, kiedy wygrywają faworyci. Dlatego cieszę się na to, co pokazał dziś Lech Poznań. Przed meczem pewnie nawet wielkopolscy kibice nie spodziewali się, że na koniec przyjdzie im zaśpiewać "Cztery do zera, Kolejorz żegna frajera". Po batach w Szwecji i Grudziądzu takie zapowiedzi byłyby po prostu nie na miejscu - jeśli chodzisz na siłownię od dwóch tygodni to na wiejskiej dyskotece nie napinasz się przed miejscowymi karkami, bo koniec końców przyjdzie ci spalić się ze wstydu.

Paradoksalnie te mało przyjemne doświadczenia przydały się poznaniakom. Wyszli oni na pierwszy mecz ligowy i postanowili sprawdzić, jak to jest być piłkarzem Helsingborga, AIK czy Victorii Pilzno, czyli wyjść na boisko i pokazać frajerowi, gdzie jego miejsce.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Profesjonalizm działaczy Legii, czyli jak (nie) kupić Dwaliszwiliego


Władimir Dwaliszwili jest podobno o krok od podpisania kontraktu z ukraińską Zorią Ługańsk. Jeżeli to prawda, to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu działacze z Łazienkowskiej zrobią pierwszy krok, by po raz drugi z rzędu zgarnąć tytuł frajerów sezonu.

Wiosną na Legii tak bardzo wierzono, że losy mistrzostwa są już przesądzone, iż włodarze postanowili nie czekać na aktywację klauzuli w kontrakcie Macieja Skorży i sami podpisali nowy kontrakt z trenerem, którego za chwilę musieli jednak zwolnić. Teraz po "mistrzowsku" prowadzą negocjacje w sprawie pozyskania Gruzina.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Fornalik gra na konto Smudy - Franz nie przegra, lecz wygra mimochodem?


Franciszek Smuda uważa, że media niesłusznie uznały występ naszej reprezentacji podczas Euro 2012 za porażkę. Nawet nie wiem, jak to skomentować, ponieważ to już nie podpada pod narcyzm - to jest skrajny przypadek głupoty połączonej z bezczelnością. Bo jak opisać gościa, który wszedł do czyjegoś domu z kupą na butach i rozniósł ją po wszystkich pokojach, narzekając przy tym, że gospodarz nie powinien do białego obrusa kłaść żółtych serwetek?

Smuda zostawił za sobą ogromny smród, ale jeszcze próbuje się odgryzać. Odwraca kota ogonem i liczy, iż ktoś nie zwróci uwagi i nie zauważy, że zamiast w pyszczek całuje kota w dupę. Ziemia została spalona i PZPN wyznaczył nowego ogrodnika, zwanego powszechnie selekcjonerem. Waldemar Fornalik miał zaorać źle zarządzane pole i posadzić piękne kwiaty. Tymczasem on stara się jeszcze szukać korzeni po burakach Franza. Parę na pewno da się uratować, ale one potrzebują nowego otoczenia.