
Kiedy Jerzy Engel w 2000 roku objął reprezentację Polski, zaczął od czterech meczów bez strzelonego gola. Potrzebował dziewięciu miesięcy, żeby odnieść swoje pierwsze zwycięstwo. Jedną nogą był już na wylocie, ale Michał Listkiewicz postanowił wykazać nieco cierpliwości, co poskutkowało pierwszym po szesnastu latach posuchy awansem na wielką imprezę.
Jestem w wielkim szoku. Zdaję sobie sprawę z tego, że reprezentacja przeorała nas, kibiców w sposób absolutnie okrutny. Nie spodziewałem się jednak, że tak szybko pojawią się głosy o zwolnieniu Waldemara Fornalika. Co więcej, głosy te podchwycą niektóre autorytety świata piłkarskiego. Te same, które prześmiewczo wypowiadają się na temat polonijnych rządów Józefa Wojciechowskiego, zmieniającego trenerów jak rękawiczki. Teraz, gdy same mogą poczuć namiastkę prezesury (wszakże to także ich reprezentacja), chcą pójść w ślady kontrowersyjnego biznesmena.

