wtorek, 25 września 2012

We Wrocławiu pokazali, jak łatwo zgnoić króla


Orest Lenczyk wreszcie pokazał ludzką twarz i udzielił bardzo ciekawego wywiadu dziennikarzowi "Rzeczpospolitej". Tym razem przestał udawać niedostępnego, odpowiadać półzdaniami i wyłożył kawę na ławę. Niestety, wnioski są niepokojące. We Wrocławiu mieli prawdziwego bohatera, ale ponad niego postanowili wycenić pseudogwiazdy.

Na pewno nie byłem fanem trenera Lenczyka, który najwyraźniej postawił sobie za cel, żeby w każdym wywiadzie jego rozmówca czuł niepewność, a później zakłopotanie. Wydawało się, jakby żył trochę w swoim świecie, ale jednego nie można mu odmówić - ze Śląskiem zrobił wynik absolutnie genialny. Nawet jak na ligowe warunki piłkarzy miał średnich. Przejął ich po Ryszardzie Tarasiewiczu, na miejscu w strefie spadkowej, żeby w tym samym sezonie zrobić wicemistrza, a rok później znaleźć się na szczycie.

niedziela, 23 września 2012

Kolejna odsłona dżihadu o krok. Każdy dokłada swoją cegiełkę


Od dłuższego czasu z coraz większym niepokojem obserwuję relacje na linii kibice - wojewoda mazowiecki - klub Legia Warszawa. Piątkowe wydarzenia z Łazienkowskiej utwierdzają mnie w obawie, że za chwilę może nas czekać kolejny kibolski dżihad. Już nie w formie drobnych protestów czy przyśpiewek skierowanych w wojewodę, premiera czy ITI, lecz wojnę "na noże", rodem z poprzedniej kadencji Jana Urbana. I trzeba uczciwie przyznać, że kibice wcale nie dążą do tego, by zapobiec tej otwartej konfrontacji.

Przypomina mi się scena z "Dnia świra", gdzie wszyscy próbują przeciągnąć polską flagę na swoją stronę. Teraz też każdy ma swoje "racje" i chce, by płachta z Czarną Elką znalazła się u niego. Właściciele klubu, "bo to oni wykładają pieniądze". Wojewoda, "bo jest przedstawicielem demokratycznie wybranej władzy i ma za zadanie pilnować, by prawo było przestrzegane". Wreszcie także kibice, "bo byli tu, gdy was nie było i będą też, gdy was już nie będzie". Ten materiał jest już u progu wytrzymałości. Za chwilę może się rozerwać, o ile to już nie nastąpiło, tylko my jeszcze tego nie zauważyliśmy.

niedziela, 16 września 2012

Pretensje do sędziów? Piłkarze ostatni w kolejce


Już nawet ekspert Canal Plus, Pan Sławomir Stempniewski przestał udawać, że wszystko jest w porządku. Do tej pory kojarzył mi się jako sympatyczny człowiek, ale co do joty wpisany w środowisko sędziowskie, w którym ręka rękę myje. Po dzisiejszej Lidze+ Extra wniosek jest jasny - przynajmniej jeden mecz ostatniej kolejki został ewidentnie skręcony przez sędziego.

Na nagrodę Malinowego Gwizdka po raz kolejny zasłużył Robert Małek. Pierwszy raz zwróciłem na niego uwagę, kiedy w finale Pucharu Polski Jagiellonia Białystok grała z Pogonią Szczecin. Ówczesny trener przegranych, Piotr Mandrysz wściekał się, że "od razu można było powiedzieć, że finał ma wygrać drużyna z Ekstraklasy". W tym sezonie Małek sędziował dwukrotnie i dwukrotnie miał wpływ na wynik spotkania.

piątek, 7 września 2012

W Brazylii nikt na nas nie czeka


Jeszcze przynajmniej przez kilka godzin możemy się łudzić, że właśnie nadchodzi najlepsze. Za chwilę zaczynamy walkę o mistrzostwa świata. Walkę, w której nie jesteśmy faworytami. Bardzo bym tego nie chciał, ale boję się, że może nas czekać kolejne bolesne zderzenie z rzeczywistością. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że awans do mundialu nie jest obowiązkiem reprezentacji. Nikt na świecie nie będzie łapał się za głowę ze zdziwienia, jeśli za dwa lata zabraknie nas w Brazylii.

Waldemar Fornalik został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Zastał reprezentację przyzwoitą pod względem sportowym, ale mentalnie totalnie rozbitą i rozbestwioną. Dopóki nie zaczniemy wygrywać, na tej kadrze ciążyć będzie piętno Euro 2012. Co więcej, niektórzy z piłkarzy, z Robertem Lewandowskim na czele, jakby nie zauważyli, że chwilę temu przerżnęli kluczowe zawody. Mają jeszcze czelność pouczać selekcjonera na temat taktyki.

wtorek, 4 września 2012

Legia Urbana = Legia mistrzowska


Od samego początku nie rozumiałem niechęci kibiców Legii do powrotu Jana Urbana na stanowisko trenera. Ok, Urban na pewno nie był pierwszym wyborem działaczy, spełnieniem marzeń fanów, ale co by nie mówić - zrobił przy Łazienkowskiej sporo dobrego. Pracował w specyficznych warunkach i zasłużył na to, żeby teraz pracować w normalnych. I tak jak przez dwa lata nie przekonał mnie Maciej Skorża, tak w dwa miesiące uwierzyłem, że Legia Urbana wróci na swoje miejsce.

Legia Skorży nigdy nie miała swojego stylu. Nie potrafiła grać atakiem pozycyjnym, co powinna czynić w 80% meczów ligowych. Swoje najlepsze mecze zagrała przeciwko rywalom lepszym, kiedy nie trzeba było przejmować inicjatywy. Wystarczyło wyprowadzać skuteczne kontry. To Legia potrafiła, ale gra z kontry ma to do siebie, że w niej potrzeba indywidualnych umiejętności i zgrania, a nie autorskich schematów trenera. Tych nie było. Skorża przez dwa lata nie umiał wpoić tego piłkarzom.

poniedziałek, 3 września 2012

Tomasz Hajto - tylko trener, nie czarodziej


Los trenera bywa niezwykle przewrotny. We Wrocławiu cudotwórcę w kilka tygodni sprowadzono do roli zdziadziałego dziwaka. Jakby podczas zatrudniania działacze nie wiedzieli, że Orest Lenczyk w codziennym obyciu jest zwyczajnie trudny. Ale może właśnie dlatego w świecie trenerskim kibice chętnie widzą nowe twarze. Jeszcze lepiej, jeśli te nowe twarze nie są aż takie nowe, tylko znane z czasów swojej kariery piłkarskiej.

PZPN-owski beton nie chciał, by w Ekstraklasie już teraz trenować mogli Piotr Świerczewski i Tomasz Hajto. Odezwało się wówczas wiele głosów (mój wewnętrzny też), że to niedopuszczalne i członkom Klubu Wybitnego Reprezentanta należy się specjalne traktowanie. O ile Świerczewski pracował w specyficznych warunkach i jego rozliczanie nie ma większego sensu, o tyle w przypadku Hajty można się pokusić o pierwsze spostrzeżenia. A prawda jest taka, że były piłkarz Schalke cudów na razie nie dokonał.

niedziela, 2 września 2012

Charlie, do końca rundy grasz za darmo


Piłka nożna uczy pokory. Srogą jej lekcję otrzymał właśnie Charles Nwaogu, który za wszelką cenę chciał wykonać rzut karny na wagę remisu z Zawiszą Bydgoszcz. Rzut karny, który został odgwizdany za rzekomy faul na Nigeryjczyku. W rzeczywistości się Arce nie należał, ale nie to w całej historii jest najważniejsze.

Nigeryjczyk zachował się jak małe dziecko. Wyrwał koledze piłkę z rąk i ruszył w kierunku "wapna". Na nic zdała się reakcja trenera Nemeca, który czerwony jak cegła krzyczał, że karnego ma strzelać Marcus da Silva. Nwaogu chciał zostać bohaterem dramatycznego meczu, w którym grająca w dziesiątkę Arka miała właśnie dogonić składającego się już tylko z ośmiu piłkarzy Zawiszę.