niedziela, 11 listopada 2012

Koroniarze zaśmiali się w twarz Wiśle i sędziemu


Nieczęsto zdarza mi się, żeby mecz Ekstraklasy oglądać z takimi emocjami jak ten dzisiejszy w Kielcach. Wpływ na to miały na pewno błędne decyzje sędziego i głównie dlatego w drugiej połowie zacząłem kibicować ewidentnie pokrzywdzonej wcześniej Koronie. Koronie, która w ostatniej akcji meczu Wisłę po prostu u-po-ko-rzy-ła.

Nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żeby krakowska grupa kabaretowa wygrała ten mecz. Garguła przypomniał sobie, że potrafi skierować piłkę do kolegi, a nie w maliny, sędzia pokazuje czerwoną kartkę z dupy oraz nie dyktuje karnego po beznadziejnie głupiej interwencji Chaveza. To wszystko za mało. Tak dużo sprzyjających okoliczności tak kiepskiej drużynie jak Wisła następny raz zdarzy się najprędzej na wiosnę i wcale się nie zdziwię, jeśli do tego czasu przyjdzie jej czekać na kolejną wygraną. W takiej dyspozycji problem będzie miała nawet przeciwko ekipie kulawych.

Tymczasem Korona znów pokazała charakter. Kielczan uratował olimpijski spokój Macieja Korzyma, który nareszcie wygląda na boisku jak poważny piłkarz. Absolutnie fantastyczny występ zanotował Łukasz Sierpina. Dziś byłby w stanie napędzić grę każdej drużyny. Miałem wrażenie, że gdyby to było możliwe, najchętniej sam zaliczyłby asystę przy swojej bramce.

Gdyby przymknąć oko na falstart kielczan, ich ligowy bilans wygląda naprawdę przyzwoicie - 3 zwycięstwa, 3 remisy i 2 porażki. Widać, że w Kielcach, podobnie jak w Polonii, zebrała się bardzo fajna ekipa, która zgraniem i charakterem nadrabia czysto piłkarskie braki, co w polskich realiach może dać zaskakująco dużo. Ponadto, między zawodnikami a kibicami powstała chemia, dzięki której tą drużynę naprawdę da się lubić. O parodystach z Reymonta powiedzieć już tego nie można.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz