Ostatnie dwa dni rywalizacji w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów doskonale pokazały, jak bardzo bezsensowne są wszelkie jesienne czy styczniowo-lutowe dyskusje nad tym, kto zostanie zwycięzcą rozgrywek. Jeszcze chwilę temu Barcelona wydawała się być w głębokim kryzysie, zaś Bayern rozpędzony do granic osiągalnych dla nielicznych. Dziś Katalończycy znów znaleźli się na właściwych torach, zaś monachijczycy w starciu z Arsenalem pokazali się ze strony, która mocno podważyła ich potężny status.
Warto jednak już teraz pochylić się nad rozlosowanymi dziś parami ćwierćfinałowymi, zwłaszcza, że nie do końca podzielam opinie, które zdążyły się już pojawić (w nawiasie moja ocena szans na awans).
Malaga (45%) - Borussia Dortmund (55%)
Trzeba być nie lada ignorantem, żeby stwierdzić, że Borussia jest już w półfinale. Z jednej strony polskie trio z Dortmundu mogło trafić na zdecydowanie trudniejszego rywala, z drugiej - Malaga to przeciwnik niezwykle niewdzięczny. Przede wszystkim dlatego, że sama nazwa nie robi takiego wrażenia jak Real, Barcelona czy Bayern. Malaga nadal jest produktem nie do końca poznanym. O ile Borussia pozostaje dla mnie faworytem, wyjątkowo nieznacznym, o tyle awansu hiszpańskiego klubu na pewno nie będzie można uznać za sensację. Już samo wyeliminowanie Porto powinno być poważnym ostrzeżeniem dla wszystkich tych, którzy w imieniu podopiecznych Juergena Kloppa zaczęli otwierać szampany.
Real Madryt (95%) - Galatasaray Stambuł (5%)
W tej parze role zostały już rozdane. Real musi awansować, a symboliczne 5% dla przeciwników należy zostawić na wypadek jakiegoś trzęsienia ziemi. Znajdą się pewnie i tacy, którzy zaczną snuć teorie o tureckim spisku. Najpierw sędzia "pomógł" w 1/8 finału, teraz piłkarze z tego kraju raczej nie postawią przesadnego oporu na drodze piłkarzy Jose Mourinho do półfinału. Już niedługo Królewscy zasypią nas frazesami: "To tylko piłka, nie można nikogo lekceważyć". Trudno jednak oczekiwać, żeby przeterminowujący się z wolna Drogba czy starający się odrodzić Sneijder mogli wystarczyć do awansu. Z Schalke mogło się udać, teraz nie ma już prawa.
Paris Saint-Germain (20%) - FC Barcelona (80%)
Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że Barcelony może tu w ogóle zabraknąć. Sam pisałem, że Katalończycy wyglądają na okręt, któremu brakuje kapitana, jednak rewanż na Camp Nou z Milanem nie pozostawił wątpliwości, iż Barca wraca do formy. Nawiązując do niedawnej wizyty we francuskiej telewizji, przy takiej dyspozycji Dumy Katalonii Grzegorz Krychowiak będzie mógł wkrótce patrzeć z góry na Leonardo. Spodziewam się bowiem scenariusza, w którym wyjdzie na jaw, że PSG nie potrafi grać efektownie ani w starciach z ligowymi słabeuszami, ani z europejskimi potentatami. Regularnie oglądam paryżan i do tej pory mnie nie przekonują, nawet meczami z Valencią, za które byli tak chwaleni. Bo niby kto ma postraszyć Barcę? Ibrahimović, może Lucas Moura. Koniec listy. Przecież nie Menez czy Pastore. Media napompują balonik do granic absurdu, ale Messi z kolegami szybko go przebiją i sprowadzą PSG na ziemię.
Bayern Monachium (50%) - Juventus Turyn (50%)
Tutaj oczekuję bardzo wyrównanej rywalizacji. Nie dlatego, że Bayern zagrał ostatnio wybitnie słabo (raz mogło się zdarzyć, nie można wyciągać pochopnych wniosków). Juventus wydaje mi się być nieco niedocenianym. Klub, który dopiero teraz na dobre wraca po kryzysie. Wprawdzie gra w lidze, która w ostatnich latach straciła nieco na swojej renomie, ale po cichu ją zdominował. Teraz czas na prawdziwy sprawdzian na scenie europejskiej i wcale nie uważam, żeby Bayern miał tu być bitym faworytem. Stara Dama może zaskoczyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz