środa, 17 października 2012

Gdzie jest dach? Stadion Narodowy symbolem Polski


Spodziewałem się różnych rzeczy, ale że w stolicy kraju należącego do Unii Europejskiej, współgospodarza tegorocznych mistrzostw Europy, w XXI wieku w rozegraniu meczu przeszkodzi padający deszcz? To mnie zdecydowanie przerosło.

Na dziś sytuacja wygląda w ten sposób, że nawet gdyby Grzegorz Lato po pijackim, wtorkowo-środowym maratonie na oczach kamer puścił pawia pod nogi, dajmy na to, Stefana Majewskiego, i tak nie ma szans w rywalizacji o nagrodę w kategorii "Kompromitacja sezonu".

Do teraz nie mieści mi się w głowie, że podczas wyścigu Formuły 1 można przewidzieć, że "między zakrętem 7. a 8. za dwie minuty spadnie deszcz", a nikomu nie przyszło do głowy, żeby wziąć pod uwagę prognozy pogody i, nawet profilaktycznie, zasunąć dach. Z drugiej strony, to byłoby dość normalne, gdyby delegat FIFA założył, że oddany w tym roku do użytku wyjątkowo nowoczesny stadion poradzi sobie z wprawdzie całodziennymi, ale jednak średnio intensywnymi opadami. Nie nawiedziła nas powódź stulecia, ludzie na stadion nie musieli dopływać. Można było oczekiwać, że murawa sobie z tym poradzi.

Stadion Narodowy stał się dziś symbolem całego kraju - naszej polityki, gospodarki, sytuacji ekonomicznej - nawet jeśli jeszcze o tym nie wiadomo, gdzieś na pewno jest trup. Tym razem trupem okazał się drenaż oraz dach. Byłoby zbyt pięknie, gdyby mógł on funkcjonować i służyć tak samo, jak np. dach nad kortem centralnym Wimbledonu, który jest zasuwany kiedy zaczyna padać deszcz. I nie trzeba do tego wypraszać kibiców z trybun.

To wszystko jest tak abstrakcyjne, że aż trudno mi się dłużej pastwić na kimkolwiek odpowiedzialnym za "aferę deszczową", ale nawet śmiać się z całej sytuacji - to byłoby zbyt banalne. Bez względu na wynik powtórzonego spotkania, wszyscy coś tracą. Tracą piłkarze, którzy później wrócą do swoich klubów. Tracą organizatorzy, którzy będą musieli na nowo ponieść niektóre koszty, a jednocześnie ubędzie im części zysków za bilety. Traci wizerunek nie tylko polskiej piłki, ale także Polski jako kraju.

Nagle wszystkie piłkarskie analizy odeszły w niepamięć. Z falstartem, ale jednak czeka nas za chwilę bardzo ważny mecz, szczególnie, że znamy wynik zza naszej wschodniej granicy. Ale teraz, przez chwilę już nikt nie zastanawia się, czy Wszołek poradzi sobie z Colem, Tytoń zatrzyma Rooney'a, a Lewandowski tym razem pokona Harta.

Na koniec refleksja, że może jednak nie wszyscy będą przegrani. Ja na przykład wygrałem dodatkowe 20 godzin, przez które mogę naiwnie wierzyć, że to właśnie w tym momencie historia polskiego futbolu będzie się pisać od nowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz