
Za nami już dwa ligowe "mikrocykle", po których można co nieco powiedzieć na temat tego, czego spodziewać się po trwającym właśnie sezonie Ekstraklasy. W 7. kolejce honor ligi uratowała Pogoń Szczecin, dzięki której Widzew nie jest już liderem.
Na czele Legia, co mnie wyjątkowo cieszy. Na pewno jest to lider zasłużony, choć to samo można by powiedzieć, gdyby stawce przewodził Lech czy Górnik. Budujący jest dla mnie jednak fakt, że już teraz podium okupują kluby, które nie są budowane w sposób absolutnie przypadkowy.
Optymistycznie nastrajają mnie:
1) Górnik Zabrze, który pomimo bardzo trudnego kalendarza nie przegrał jeszcze meczu. Widać, że opłaca się konsekwentnie stawiać na solidnego trenera. W Zabrzu nadal nie śmierdzi groszem, ale powstaje nowy stadion, a wszystko jest budowane - powiedziałbym - z głową. W tym wszystkim dodatkowy plusik dla Arkadiusza Milika, który zapracował już sobie na powołanie do kadry, choć jeszcze przed tygodniem byłem temu przeciwny.
2) Polonia Warszawa, a zwłaszcza jej młodzież. Kiedy widzę w akcji Łukasza Teodorczyka czy Pawła Wszołka, widać w nich to, co w piłce nożnej powinno być najważniejsze - radość z gry, pozytywną atmosferę. Przy Konwiktorskiej jest nieco skromniej, ale za to z jajem. Widać, że smycz Wojciechowskiego strasznie tych piłkarzy uwierała. A teraz nawet jak przegrywają, nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Kalendarz mają taki, że już lada chwila mogą znaleźć się obok Legii czy Lecha. Potencjał na pewno upoważnia ich do takich planów.
3) Piast Gliwice, na przykładzie którego widać, jak niewielka jest w piłce różnica między sukcesem a porażką. W zeszłym sezonie Marcin Brosz mógł w sumie żegnać się z funkcję trenera, ale prezesowi... nie widział sensu w jego zwolnieniu, bo rzekomo gliwiczanie nie mieli już szans na awans. Czas pokazał, że mieli, wykorzystali ją, a teraz robią wszystko, żeby na wiosnę nie martwić się o ligowy byt.
4) Pogoń Szczecin, której kibicuję nie tylko ze względu na fajną, miłą dla oka grę, ale także na osobę trenera Artura Skowronka, który niezwykle zyskał w moich oczach po lekturze wywiadu na Weszło. Normalny, twardo stąpający po ziemi człowiek. Takim powinno się w piłce udawać.
Niepokoją mnie:
1) Widzew Łódź, co jest sytuacją paradoksalną. Trudno mi jednak przejść do porządku dziennego, gdy liderem ligi jest drużyna klecona na wariackich papierach i za pieniądze, za które wprawdzie można walczyć o utrzymanie, ale w I lidze. Kibice Widzewa powinni doceniać te 13 zdobytych do tej pory punktów, bo ja wciąż czekam, kiedy wróci normalność - ta oznaczałaby, że łodzianie tydzień w tydzień powinni zbierać solidny oklep. Nie życzę im spadku, ale także i nie sukcesu. Po prostu pod względem metodologicznym tragiczny byłby fakt, gdyby ktoś pomyślał, że sukces w piłce można osiągnąć działając analogicznie do familii Cacków.
2) Wisła Kraków, która z czołowego klubu w kryzysie staje się klubem po prostu słabym. Piłkarski potencjał był tu od zawsze, ale jeżeli Bogusław Cupiał nic nie zrobi z ostatnimi informacjami, że zawodnicy grali przeciwko Probierzowi, może już szykować wiślacki pogrzeb. Przy Reymonta władzę przejęli właśnie domniemani podwładni. Ich "rządy" skutkują tym, że "Biała Gwiazda" wyprzeda już tylko trzy czerwone latarnie tej ligi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz