
Zdecydowanie należę do grupy, która lubi, kiedy wygrywają faworyci. Dlatego cieszę się na to, co pokazał dziś Lech Poznań. Przed meczem pewnie nawet wielkopolscy kibice nie spodziewali się, że na koniec przyjdzie im zaśpiewać "Cztery do zera, Kolejorz żegna frajera". Po batach w Szwecji i Grudziądzu takie zapowiedzi byłyby po prostu nie na miejscu - jeśli chodzisz na siłownię od dwóch tygodni to na wiejskiej dyskotece nie napinasz się przed miejscowymi karkami, bo koniec końców przyjdzie ci spalić się ze wstydu.
Paradoksalnie te mało przyjemne doświadczenia przydały się poznaniakom. Wyszli oni na pierwszy mecz ligowy i postanowili sprawdzić, jak to jest być piłkarzem Helsingborga, AIK czy Victorii Pilzno, czyli wyjść na boisko i pokazać frajerowi, gdzie jego miejsce.
W Poznaniu mecz wreszcie odbył się na prawdziwej murawie, a nie na żenującym klepisku. I okazało się, że jak da radę trochę poklepać, to lechici od chorzowian są lepsi nie tylko na papierze. Ruch w poprzednim sezonie zrobił wynik ponad stan i jeżeli któryś z zawodników za szybko poczuł się gwiazdą, to ostatnie tygodnie szybko sprowadziły go na ziemię - bach 0:2, bach 0:5, bach 0:4. Wczoraj czułeś zapach mistrzostwa Polski, dziś po meczach z tobą można się poczuć jak mistrz świata.
Osobny fragment trzeba poświęcić absolutnemu bohaterowi meczu. Gergo Lovrencics zagrał taką partię, że najpóźniej we wrześniu można oczekiwać informacji z cyklu "Znany włoski klub daje 5 milionów euro za piłkarza Lecha". Dziś miał kilka zagrać absolutnie wspaniałych. Gdybym był na stadionie, to możliwe, że po jego asyście przy bramce Ślusarskiego klaskałbym do teraz. Gdyby przeciętnemu piłkarzowi Ekstraklasy przyszło do głowy takie zagranie, jeszcze przed jego wykonaniem profilaktycznie łapałby się za głowę w geście rozpaczy. A Lovrencics zrobił to genialnie. Asysta kolejki, a znając naszą ligę, to pewnie także i sezonu. Poza tym pokazał, że potrafi i dograć z rzutu rożnego, i samemu strzelić gola. Chapeau bas.
Nie mam nic przeciwko temu, żeby Lech grał tak częściej, bo właśnie takich meczów oczekuję, gdy oglądam mecz w Poznaniu z gospodarzem w roli zdecydowanego faworyta. Gdyby kogoś jednak zbytnio poniosło, to nadmienię tylko, że mistrzem i tak będzie Legia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz