
Mniej więcej rok temu, już po godzinie 22 z grupą znajomych staliśmy pod stadionem przy Łazienkowskiej 3. Próbowałem ich wtedy przekonać, że "Spartak Moskwa to nie Barcelona i wciąż możemy awansować, mimo iż u siebie zremisowaliśmy 2:2". Moje okazało się być na wierzchu, ale tylko po to, żeby jeden z tych znajomych potem przekonywał mnie przed meczem w Gdańsku, że Legia nie zdobędzie mistrzostwa. I w ten sposób mamy remis.
Kibicowanie polskim klubom w europejskich pucharach to niełatwe hobby. Przed trzecią rundą zdążyłem już policzyć, że w decydującej fazie Lech ma praktycznie pewne rozstawienie w losowaniu, a każdy widział, jak się skończyło. Jednak Legia w zeszłym sezonie udowodniła, że nawet jeśli w lidze gra totalny piach, w Europie nie przynosi wstydu.
Większość zdecydowanie przecenia Rosenborg. To ta sama drużyna, która zdecydowanie bardziej niż Legia z SV Ried męczyła się z prawie uzbeckim Ordabasy. To ta sama drużyna, która w dwóch meczach ani razu nie ograła ostatniej (!) drużyny szwajcarskiej ekstraklasy. W Warszawie Norwegowie zagrali solidnie. Solidnie i nic więcej. Co nie znaczy, że do tego poziomu będą w stanie zbliżyć się w rewanżu.
Za tydzień Legia zagra nie tylko dla siebie. Zagra dla całej polskiej piłki. W pierwszym meczu udało się tylko, ale i aż zremisować. To oznacza, że rewanżu wszystko jest możliwe. Tu nie potrzeba żadnych cudów. Tu trzeba zagrać swoje i Liga Europy po raz drugi z rzędu zawita do stolicy. 1:1 u siebie to zły wynik w kontekście rewanżu na Camp Nou - bać się można Barcelony. Rosenborg trzeba po prostu wyeliminować.
Za tydzień Legia zagra nie tylko dla siebie. Zagra dla całej polskiej piłki. W pierwszym meczu udało się tylko, ale i aż zremisować. To oznacza, że rewanżu wszystko jest możliwe. Tu nie potrzeba żadnych cudów. Tu trzeba zagrać swoje i Liga Europy po raz drugi z rzędu zawita do stolicy. 1:1 u siebie to zły wynik w kontekście rewanżu na Camp Nou - bać się można Barcelony. Rosenborg trzeba po prostu wyeliminować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz