niedziela, 26 sierpnia 2012

Ręce precz od Lance'a Armstronga!


To naprawdę bardzo przykre. Przykre, jak w kilka sekund można w dzisiejszych czasach obalić legendę. Już po raz któryś wertuję w głowie wszystkie gwiazdy sportu i po raz kolejny nie udaje mi się znaleźć kogoś, kto wśród sportowców mógłby robić za większy wzór niż Lance Armstrong. Gdyby istniała jednostka sportowego ideału, powinien być nią 1 armstrong. Jego woskowy odlew powinien być wystawiany w Luwrze jako wzór, utopijny typ idealny.

Wychowałem się na Armstrongu. To dla niego oglądałem Tour de France i kiedy zabrakło Amerykanina, największy kolarski tour świata nagle przestał być dla mnie interesujący. Wiem, że raz wygrał Landis, zdarzyło się też Contadorowi, chyba nawet nie raz. I obaj potem stracili te tytuły. Chyba, bo kolarstwo bez Armstronga naprawdę mnie już tak nie pociąga, więc nawet jeśli kiedyś tak ważne z pozoru informacje wpadły do mojej głowy, już dawno latają sobie wolno.

Nie wiem. Nie wiem, czy Armstrong jest winny zarzucanych mu czynów. Jego niewinność raczej już nigdy nie będzie w 100% pewna. Ale jeżeli ktoś ma być uczciwy w przeżartym dopingiem kolarstwie, to kto jak nie on? Gość, który przeżył walkę z rakiem. Przeżył walkę z rakiem i siedmiokrotnie z rzędu wygrał Tour de France. Robił to w takim stylu, że nawet jego najwięksi rywale, tak niezwykle odgrażający się przed startem touru, po wszystkim nie mieli choćby krzty argumentu, by dalej się werbalnie napinać muskuły.

Z książek Armstronga w pamięci zapadły mi dwa fragmenty, które w moim odczuciu stanowią poważny argument na jego niewinność. Lance pisał wprost: Przeżyłem walkę z rakiem, najcięższą walkę w moim życiu. To moje największe zwycięstwo. Nie ryzykowałbym dopingu, nie kładłbym na szali mojego życia, żeby wygrać Tour de France.

Lance odnosił się także do zarzutów, że zwycięstwa przychodzą mu zbyt łatwo. Pisał: Nie rozumiem tego. Moje wygrane to efekt ciężkiej pracy. Przed każdym tourem każdy z podjazdów pokonywałem wielokrotnie. I nigdy nie spotkałem się z żadnym z moich rywali.

Armstrong miał dość. Nie dziwię się, że wreszcie odpuścił. Ile można przekonywać wszystkich wokół, że nie jest się wielbłądem? On już nie musi. Już zrobił wielkie rzeczy i dla mnie zawsze będzie wybitnym nie tylko sportowcem, ale i człowiekiem. Żadna agencja antydopingowa tego nie zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz