Władimir Dwaliszwili jest podobno o krok od podpisania kontraktu z ukraińską Zorią Ługańsk. Jeżeli to prawda, to jeszcze przed rozpoczęciem sezonu działacze z Łazienkowskiej zrobią pierwszy krok, by po raz drugi z rzędu zgarnąć tytuł frajerów sezonu.
Wiosną na Legii tak bardzo wierzono, że losy mistrzostwa są już przesądzone, iż włodarze postanowili nie czekać na aktywację klauzuli w kontrakcie Macieja Skorży i sami podpisali nowy kontrakt z trenerem, którego za chwilę musieli jednak zwolnić. Teraz po "mistrzowsku" prowadzą negocjacje w sprawie pozyskania Gruzina.
Dwaliszwili mnie nie przekonuje. Nie widzę w nim kandydata na rozwiązanie ofensywnych problemów Legii, ale też nie wierzę, że mistrzostwo da się wygrać samym Markiem Saganowskim na szpicy. "Sagan" jeszcze nie stracił swoich umiejętności, na boisku walczy, ale to nie jest typ Tomasza Frankowskiego, który snuje się na boisku przez 88 minut, by w dwie minuty przesądzić o losach spotkania. I właśnie dlatego raczej nie wytrzyma trudów całego sezonu, szczególnie w obliczu szansy na awans Legii do fazy grupowej Ligi Europy.
Działacze uznali, że Dwaliszwili to dobry wybór. Nie wiem jednak, czego oczekiwali. Że Gruzina wezmą sobie za darmo? 150 tysięcy euro to nie jest wygórowana kwota i jeśli Legia nie ma takiej kwoty w swoim funduszu transferowym, trudno znaleźć zasadność sytuacji, w której w ogóle zaczęła jakiekolwiek działania w celu pozyskania akurat tego zawodnika.
Legia miała wszystko, żeby pozyskać Dwaliszwiliego - sam piłkarz koniecznie chciał trafić na Łazienkowską, podyktował warunki kontraktu, które klub gotów był spełnić. W pewnym momencie pojawiła się informacja, że Gruzin ma złożyć wniosek o rozwiązanie kontraktu z Polonią ze względu na zaległości i będzie do wzięcia za darmo. To byłby sprytny ruch, ale działacze czekali, zaczęła się Liga Europy, czekali, zaczyna się Ekstraklasa, czekają.
Dwaliszwili się wkurzył i postanowił spróbować szczęścia na Ukrainie. A w Legii za chwilę zaczną wmawiać, że tak naprawdę to go nie chcieli. Kto chce, niech wierzy, ale to już tysiąc któryś dowód na "profesjonalizm" zarządzającymi Legią. Swoją drogą, to naprawdę smutne, że czołowego polskiego klubu nie stać na zawodnika kosztującego 150 tysięcy euro.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz