
Który to już raz dziennikarze upychają Roberta Lewandowskiego w Manchesterze? Tym razem już naprawdę, już bez żadnych wątpliwości, za grube miliony. Już teraz Lewandowski ma trafić na Old Trafford i poprowadzić United do mistrzostwa Anglii. Wiarygodność tych informacji burzy jednak jeden człowiek, który w hierarchii wicemistrzów Anglii zdaje się być dość wpływowy - Sir Alex Ferguson.
Nie mam wątpliwości, że Lewandowski to bardzo dobry napastnik z jeszcze większym potencjałem. W ostatnich latach nie miał ani jednego sezonu, w którym w znaczącym stopniu nie popchnąłby swojej kariery w odpowiednim kierunku. Nieurodzaj polskich gwiazd futbolowych sprawia jednak, że każdy kibic spogląda na "Lewego" jak na ten jedyny promyk nadziei, który okaże się zbawieniem naszej piłki nożnej.
Wszyscy czekają już na pierwsze zdjęcia Lewandowskiego w czerwonej koszulce, a niektórzy po cichu smucą, że nasz najlepszy napastnik wybrał akurat Manchester, a nie Barcelonę, Real czy Juventus. Bo przecież Robert poradziłby sobie absolutnie wszędzie. Wszyscy rzucają wielkimi kwotami, jakie popłyną do Dortmundu oraz tymi, które na Old Trafford zarobi sam zawodnik. Szkoda tylko, że nikt nie zadał sobie podstawowego pytania: Po co United Lewandowski?
Właścicielami "Czerwonych Diabłów" nie zostali jeszcze arabscy szejkowie i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie United rozpoczęli kampanię kupowania dla samego kupowania. A Lewandowski na pewno tani nie będzie. Jeżeli Borussia ma go puścić, to nie za symboliczne 5, ale za co najmniej 20 milionów euro. Ferguson jest w stanie wydać taką kwotę, ale na zawodnika nieco innego kalibru, czego przykład dał latem, kiedy wyłożył 24 miliony funtów za Robina van Persiego. Jak bardzo byśmy nie rozpływali się nad Lewandowskim, do Holendra to porównywać on się jeszcze nie może. Odpada zatem argument, że zakup Polaka można potraktować jako okazyjny.
Drugi poważny problem to obecna sytuacja kadrowa United. Na różnych pozycjach tej drużynie przydałyby się wzmocnienia, ale na pewno nie na szpicy, gdzie Ferguson regularnie musi rotować takimi graczami jak Wayne Rooney, wspomniany Robin van Persie, Javier Hernandez czy Danny Wellbeck. Żaden z tego kwartetu nie stanowi przeszkody, którą Lewandowski mógłby "zjeść na śniadanie", z miejsca przeskoczyć w hierarchii. A przecież nikt poważny nie zapłaci 20 milionów za zawodnika, który miałby przyjść i wypełnić miejsce numer cztery czy pięć.
Lewandowski znajduje się obecnie w bodaj najlepszym możliwym dla siebie klubie. Borussia to ligowa oraz europejska czołówka. Umożliwia Robertowi rywalizację nie tylko o mistrzostwo kraju, ale także w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Polakiem opiekuje się znakomity i charyzmatyczny trener, który z jednej strony nie stworzył naszemu napastnikowi przesadnie dużej konkurencji, ale z drugiej - potrafi napędzić jego rozwój. "Lewy" trafił na grupę piłkarzy, która robi z niego gwiazdę, z zastrzeżeniem, że Robert samodzielnie, w innych realiach, nie jest już w stanie funkcjonować w takiej formie.
Czas na transfer jeszcze przyjdzie. W momencie gdy Lewandowski będzie mógł powiedzieć "Tutaj osiągnąłem już praktycznie wszystko". W innym klubie obecnie jest on potrzebny polskim, niespełnionym ambicjom. Sobie mógłby narobić więcej szkody, niż pożytku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz