niedziela, 23 września 2012

Kolejna odsłona dżihadu o krok. Każdy dokłada swoją cegiełkę


Od dłuższego czasu z coraz większym niepokojem obserwuję relacje na linii kibice - wojewoda mazowiecki - klub Legia Warszawa. Piątkowe wydarzenia z Łazienkowskiej utwierdzają mnie w obawie, że za chwilę może nas czekać kolejny kibolski dżihad. Już nie w formie drobnych protestów czy przyśpiewek skierowanych w wojewodę, premiera czy ITI, lecz wojnę "na noże", rodem z poprzedniej kadencji Jana Urbana. I trzeba uczciwie przyznać, że kibice wcale nie dążą do tego, by zapobiec tej otwartej konfrontacji.

Przypomina mi się scena z "Dnia świra", gdzie wszyscy próbują przeciągnąć polską flagę na swoją stronę. Teraz też każdy ma swoje "racje" i chce, by płachta z Czarną Elką znalazła się u niego. Właściciele klubu, "bo to oni wykładają pieniądze". Wojewoda, "bo jest przedstawicielem demokratycznie wybranej władzy i ma za zadanie pilnować, by prawo było przestrzegane". Wreszcie także kibice, "bo byli tu, gdy was nie było i będą też, gdy was już nie będzie". Ten materiał jest już u progu wytrzymałości. Za chwilę może się rozerwać, o ile to już nie nastąpiło, tylko my jeszcze tego nie zauważyliśmy.

Doskonale widać, jaki typ kompromisu chce osiągnąć każda ze stron - kompromis po polsku, czyli na moich warunkach. Piotr Zygo tylko sprawia wrażenie, że miałby stać po stronie kibiców. Forma jego wypowiedzi jest kompromitująca. Na spotkaniu z władzami od razu wyjeżdża z pomysłem budowy jakiegoś komisariatu na stadionie, a odpalających race i przeklinających nazywa bandytami. Chce udawać, że nie jest wielbłądem, ale zdradzają go dwa garby.

Zresztą, wiadomo o co chodzi klubowi - pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Nawet jeśli przyjdzie zapłacić karę za kibiców, to i tak po jej odliczeniu od przychodów z biletów na Żyletę w bilansie można zapisać znak plusa. Hierarchia dla Zygo jest jasna - pełny stadion bez kiboli, pełny stadion z kibolami, stadion zamknięty. Dlatego też, choć najchętniej zamieniłby Żyletę w kolejną lożę VIP, musi się starać, żeby ta trybuna nawet z racami, ale jednak funkcjonowała.

Czytałem ostatnio wywiad z wojewodą udzielony kibicom Legii. Mam wrażenie, że w walkę o praworządność na stadionie został wciągnięty nie z własnej woli, w części tematów nadal się gubi (jak choćby "w sektorach VIP nie było alkoholu"), ale części argumentów używa dość rozsądnie. Być może wpływ na to miał fakt, że rozmawiał z kibicami, a nie np. dziennikarzem Wyborczej, przed którym mógłby się w pełni "uruchomić" z wyznaniem o swoich zamiarach.

Zatrważające dla mnie jest jednak to, jak wiele argumentów wojewodzie w piątek dali sami kibice. Co się działo przed stadionem, przed rozpoczęciem meczu? Kozłowski sam powiedział, że "istnieje takie pojęcie jak strajk włoski - można sparaliżować każdą działalność przez nadmierne rygorystyczne przestrzeganie prawa. Wiem, że jak się chce znaleźć pretekst, to na każdym meczu znajdzie się go, żeby klub czy kibiców ukarać i wyłączyć im Żyletę". Nie myślałem tylko, że swoje słowa spełni tak szybko.

Po drugie, sposób w jaki ochrona pod koniec pierwszej połowy próbowała "udrożnić przejścia ewakuacyjne" był skandaliczny. Nie chce mi się wierzyć, żeby ochroniarze sami wpadli na ten pomysł, jednak bez względu na wszystko, nikt nie miał prawa przekroczyć granicy, po której zaczyna się niszczyć stadion. Granicy, po przekroczeniu której już nie jesteś niepokornym kibicem, tylko zwykłym wandalem. I dopóki wśród nas, kibiców z Łazienkowskiej będzie choć jedna osoba, która uzna wandalizm za akceptowalny, wojewoda będzie miał swoje argumenty.

Jasny jest tu dla mnie pewien ciąg przyczynowo-skutkowy. Gdyby nie głupia interwencja ochrony, nie byłoby żadnych przepychanek. Gdyby nie było przepychanek z ochroną, nie zostałby użyty gaz łzawiący. Jednak tylko idiota może uznać, że użycie gazu łzawiącego przez ochronę czy policję uprawnia go do niszczenia stadionu.

Śmieszy mnie argument, że "tam były kobiety i dzieci". Bo te same osoby nie zwracają uwagi na owe kobiety i dzieci, kiedy Żyleta śpiewa: "Polonia zawsze kurwą jest". Śmieszy mnie również argument, że przez kolejki przed stadionem mdleli ludzie. Nie, przez te kolejki ludzie się porządnie wkurwiali, ale mdleli, ponieważ zawsze znajdą się tacy, którzy chcą być sprytniejsi od wszystkich i myślą, że jak popchną kolegę z przodu, to szybciej wejdą na stadion. Nie zmienia to faktu, że organizacja była dramatyczna.

Nie chciałbym zostać źle odebrany. Nie stoję po stronie ani wojewody, ani ITI. Piłka nożna dla kibiców. Brak wulgaryzmów na stadionach to postulat nierealny, prawny zakaz używania rac jest nieroztropny, a pomysł z komisariatem na stadionie totalnie absurdalny. Drażni mnie jednak również, gdy czytam komentarze braci po szalu, że ochrona zła, wojewoda zły, klub zły, a kibice tylko i wyłącznie prowokowani. Załącza mi się od razu mechanizm obronny, by nie przejmować tych opinii bezrefleksyjnie. Każda ze stron ma swoje za uszami. Tak, kibice też. I jeśli chcemy być uznawani za niepokornych, to przyjmijmy to z pełnymi  tego konsekwencjami, także tymi negatywnymi.

1 komentarz:

  1. Bardzo dobry wpis, podpisałbym się pod nim w 100%. Szczególnie podobała mi się końcówka bo wydaje mi się, że kibice Legii, mimo całej negatywnej działalności klubu, chcieliby robić na stadionie i wyjazdach co im się żywnie podoba, a konsekwencji nie ponosić żadnych. Tak się jednak nie da, ale ostatnie oświadczenie Nieznanych Sprawców nie pozostawia złudzeń. Albo będzie tak jak chcą kibice z Żylety, albo będzie wojna, bo jak wynika z oświadczenia, ludzie na Legię przychodzą głównie dla Żylety... Znając opinię wojewody i politykę obecnego rządu to z takim podejściem nie widzę pola do jakiegokolwiek kompromisu. Znowu czeka nas trudny czas na Łazienkowskiej.

    OdpowiedzUsuń