
Od samego początku nie rozumiałem niechęci kibiców Legii do powrotu Jana Urbana na stanowisko trenera. Ok, Urban na pewno nie był pierwszym wyborem działaczy, spełnieniem marzeń fanów, ale co by nie mówić - zrobił przy Łazienkowskiej sporo dobrego. Pracował w specyficznych warunkach i zasłużył na to, żeby teraz pracować w normalnych. I tak jak przez dwa lata nie przekonał mnie Maciej Skorża, tak w dwa miesiące uwierzyłem, że Legia Urbana wróci na swoje miejsce.
Legia Skorży nigdy nie miała swojego stylu. Nie potrafiła grać atakiem pozycyjnym, co powinna czynić w 80% meczów ligowych. Swoje najlepsze mecze zagrała przeciwko rywalom lepszym, kiedy nie trzeba było przejmować inicjatywy. Wystarczyło wyprowadzać skuteczne kontry. To Legia potrafiła, ale gra z kontry ma to do siebie, że w niej potrzeba indywidualnych umiejętności i zgrania, a nie autorskich schematów trenera. Tych nie było. Skorża przez dwa lata nie umiał wpoić tego piłkarzom.
U Skorży denerwowała mnie wieczna asekuracja. Taktykę ofensywną oznaczało wystawienie tylko dwóch defensywnych pomocników. I potem Legia klepała piłkę przez 90 minut bez ładu i składu. Raz indywidualną akcją zwycięstwo dał Wolski, raz pomógł Pietrasiak, ale na dłuższą metę to nie mogło się udać. Wierzyłem do końca. Nawet w 80. minucie meczu w Gdańsku wierzyłem, że to jeszcze nie koniec, że to jest ten sezon, kiedy mistrz musi wrócić na Łazienkowską. Ale on pojechał do Wrocławia. Może to i lepiej, bo nie ma już Skorży. Nie ma Skorży i jego bezstylowej Legii. Wrócił Jan Urban i wróciła wiara, że jak nie teraz, to kiedy?
Cenię ligę holenderską, a w szeczególności jej czołowe kluby - PSV Eindhoven i Ajax Amsterdam. Bo tam jak outsider przyjeżdża na boisko lidera, to faworyt pokazuje mu miejsce w szeregu. Szaraczkowi może wyjść jedna kontra i uda się wygrać 1:0. Ale gdyby w telewizji nie było możliwości rozróżnienia kolorów koszulek, bez problemów możnaby wskazać, który zespół jest lepszy. Lepszy może trafić na swój słaby dzień i przegrać. Ale ma przy tym cisnąć, cisnąć i jeszcze raz cisnąć. Outsider może wygrać, ale po meczu nie ma prawa nawet pomyśleć, że był zespołem lepszym.
Tego brakuje mi w Ekstraklasie. Ostatni zespół, który potrafił dominować rywali to Lech Franciszka Smudy. Paradoksalnie, Kolejorz zdobył mistrzostwo dopiero wtedy, kiedy zaczął grać przeciętnie. Wisła Maaskanta czy Śląsk Lenczyka - bez komentarza. I teraz ten koncert marności może przerwać Legia. Bo pod wodzą Urbana zaczęła grać w piłkę. Pojechała do Bełchatowa i zrobiła swoje.
Podbeskidzie przy Łazienkowskiej mogło wygrać. Ale nawet wtedy nie pisałbym w innym tonie. Porażka jest wliczona w koszty uprawiania sportu Jednak Legia wyglądała na zespół, który wie po co wyszedł na boisko i - co dużo ważniejsze - wie, jak to zrobić. Legia wychodzi i dominuje. Jako że mamy do czynienia z naszymi ligowcami, to trzeba liczyć się z tym, że coś może nie wyjść. Ale widać, że ten zespół ma styl. Chce wyjść na boisko i miażdżyć, zamiast martwić się, czy i tym razem Pietrasiak sprezentuje trzy punkty.
Nie mam do Legii pretensji o dwumecz z Rosenborgiem, choć pisałem, że awans do powinność tej drużyny. Cokolwiek by nie powiedzieć, w tym dwumeczu spotkały się dwie równe ekipy. I by ktoś mógł awansować, ktoś musiał odpaść. Tym razem los się do Legii nie uśmiechnął, ale walka toczyła się do końca. Do samego końca decydującego gola mogli strzelić tak jedni, jak i drudzy. Rosenborg na pewno nie był słabszy od Helsingborga czy AIK Solna, a jednak to Legia jako jedyna z naszych drużyn nie jechała na rewanż by ratować honor. Jechała żeby awansować.
Jan Urban pokazuje, że ma jaja. Nie boi się posadzić na ławce Janusza Gola, żeby postawić na Daniela Łukasika. Nie boi się zdjąć z boiska Danijela Ljuboji, którego ewidentnie bał się Skorża (w zeszłym sezonie Serb spędził na boisku najwięcej minut ze wszystkich piłkarzy Ekstraklasy - ponad 33-letni napastnik, kompletne żarty). Jak w pokerze, Urban dostał średnią rękę, ale doskonale ją rozgrywa. Na razie wszyscy myślą, że siedzi z parą asów. Podbeskidzie nawet nie za bardzo chciało go sprawdzać, choć przypadkowo mogło wygrać. Ale ten styl musi przynieść Legii sukces. Właśnie tak powinien wyglądać prawdziwy mistrz Polski.
PS. Oglądam właśnie pomeczowy wywiad z Dominikiem Furmanem. Młody chłopak, który właśnie strzelił swojego pierwszego gola dla Legii. I ten zamiast wyjść i powiedzieć "Bardzo się cieszę, ładnie przymierzyłem, tak jak chciałem", kaja się, że "Trochę się podpaliłem. Mogłem zagrać do Michała, ale na szczęście wpadło". Komu jak komu, ale jemu chyba sodówka nie grozi.
haha, no nie wiem, co osoba publikująca widzi w Urbanie. Gdzie jest ta ofensywna gra Legii? No gdzie ona jest? W Trondheim moze byla, czy w pierwszym meczu z Rosenborgiem? A moze na wyjezdzie W Ried?A jak ktos mi powie, ze w meczach ligowych ona jest to go po prostu wysmieje, poniewaz jak do tej proy gralismy z przecietniakami naszej Ekstraklasy, a stracic z nimi punkty byloby skandalem. Z kolei powiedziec, ze Legia Skorzy nie miala stylu, to jest po prostu grzech. Na jesieni Legia grala w pile, az milo. Mysle, ze chyba nie zapomniales o Moskwie, o tych emocjach, gdzie po bramce Gola radość była niepojęta, o fazie grupowej, gdzie spokojnie sobie zapewnilismy awans z grupy. . Dlaczego osoby krytykujace Skorze nie wezma pod uwage, ze po okresie przygotowawczym sprzedalo sie Rybusa i Komorowskiego, ktozry byli jednymi z kluczowych postaci w Legii? no dlaczego nikt o tym nie stara sie pomyslec? Ja sie jak najbardziej zgodze, ze wiosna byla bardzo slaba, ale jednak na oslode Skorza zdobyl drugi puchar z rzedu, co naprawde nie jest latwa sprawa. Chcialbym tylko powiedziec, ze dla mnie zadna sztyuka bedzie zdobycie mistrzostwa, bo niestety zespoly ktore z nami konkuruja z roku na rok są coraz slabsze i tak jest ta nsza T-moible ekstrklasa, a jednak na arenie miedzynarodowej mozna sie pokazać i zobaczyc jaki ta druzyna ma potencjal, bo moim zdaniem ekstrklasa tego nie ukaze
OdpowiedzUsuńMchu, co innego grać z Rosenborgiem, co innego z Podbeskidziem. Z Norwegami szału nie było, ale to był dla Legii równy zespół.
OdpowiedzUsuńMówisz o meczach w Lidze Europy. Oczywiście, że nie zapomniałem, ale pisałem też o tym, że to były mecze, gdzie Legia grała z kontry. Owszem, robiła to świetnie, ale w meczach przeciwko słabszym po prostu brakowało stylu.
Zdobycie mistrzostwa to nie sztuka? Więc Skorża dwa razy z rzędu nawet tych słabych zespołów nie był w stanie przeskoczyć.