piątek, 7 września 2012

W Brazylii nikt na nas nie czeka


Jeszcze przynajmniej przez kilka godzin możemy się łudzić, że właśnie nadchodzi najlepsze. Za chwilę zaczynamy walkę o mistrzostwa świata. Walkę, w której nie jesteśmy faworytami. Bardzo bym tego nie chciał, ale boję się, że może nas czekać kolejne bolesne zderzenie z rzeczywistością. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że awans do mundialu nie jest obowiązkiem reprezentacji. Nikt na świecie nie będzie łapał się za głowę ze zdziwienia, jeśli za dwa lata zabraknie nas w Brazylii.

Waldemar Fornalik został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Zastał reprezentację przyzwoitą pod względem sportowym, ale mentalnie totalnie rozbitą i rozbestwioną. Dopóki nie zaczniemy wygrywać, na tej kadrze ciążyć będzie piętno Euro 2012. Co więcej, niektórzy z piłkarzy, z Robertem Lewandowskim na czele, jakby nie zauważyli, że chwilę temu przerżnęli kluczowe zawody. Mają jeszcze czelność pouczać selekcjonera na temat taktyki.

Lewandowski ma pewien feler. Z jednej strony posiada umiejętności piłkarskie, wydaje się być sympatycznym facetem, ale ewidentnie brakuje mu charakteru. Chciałby go mieć, bo ludzi z charakterem szanuje się podwójnie. Jednak jeżeli masz swoje zdanie i głośno je wypowiadasz, to musisz się zmierzyć z konsekwencjami, które nie zawsze są wyłącznie pozytywne. Robertowi raz zamarzyło się skrytykować Smudę, żeby chwilę później udawać, że wywiadu jednak nie udzielał. Po Euro narzekał, że w ataku brakowało mu drugiego napastnika, że nie miał wsparcia. Jak już dostał partnera od Fornalika, ale zagrał na tyle słabo, że ograła nas Estonia, to jednak uznał wyższość taktyki z jednym snajperem - oczywiście nim samym.

Wobec selekcjonera fair nie zachowali się także działacze Ruchu. Mogli od razu powiedzieć, że nie chcą jego brata jako trenera. Fornalikowie mogliby razem pracować w kadrze, a życie pokazało, że ta współpraca przynosi efekty. Przy Cichej najwyraźniej zapomnieli, jaki jest rzeczywisty potencjał "Niebieskich". Ale o tym może innym razem...

Ostatnio krytykowałem Fornalika za powołania na Estonię. Teraz jest nieco lepiej. Fajnie, że wreszcie pojawiają się jego autorskie kandydatury - Tomasz Kuszczak, Kamil Glik, Paweł Wszołek, Marek Saganowski. Dla Fornalika Wszołek nie jest za młody, Saganowski nie jest za stary, a w Kuszczaku nie przeszkadza mu, że kilka sezonów siedział tylko na ławce. Bo tu i teraz to są zawodnicy, którzy na kadrę po prostu zasłużyli. Zaimponuje mi selekcjoner jeszcze bardziej, jeśli nie ugnie się przed tymi wszystkimi, którzy po 45. minutach zawyrokowali nieskuteczność taktyki z dwoma napastnikami. I oby tak jak z Ruchem, tak i z tą reprezentacją osiągnął rezultat zdecydowanie ponad stan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz